|
piątek, 22 lutego 2008
24 lutego mija sto dni od udzielenia przez Sejm wotum zaufania rządowi premiera Donalda. „Studniówka” w polskiej tradycji jest okresem albo oznaczającym początek zakasywania rękawów (przed maturą) albo początek podsumowania i recenzji (jako to bywa w przypadku działalności politycznej). Jak więc wypada podsumowanie rządu obecnego premiera po stu dniach działalności? Myślę, że na ten temat dużo już powiedziano i napisano i nie ma co mnożyć bytów robiąc to jeszcze raz poniżej. Niech każdy sam sobie oceni wszystkie za i przeciw. Warto jednak przy rozbieraniu na części pierwsze tego co zrobiono wziąć pod uwagę kilka istotnych faktów.
Z drugiej jednak strony może warto się zastanowić czy ta granica stu dni nie została zmitologizowana jako okres przed, którym można zrobić wszystko, a po upływie którego można już pakować walizki. Bo o ile do matury w sto dni można nauczyć się sporo to w przypadku polityki w tym okresie „druga Irlandia” raczej nie powstanie. Michał
niedziela, 17 lutego 2008
Żyjemy w kraju gdzie dzięki niezwykle niezłomnej postawie Kościoła Kaotlickiego, prawicy, lewicy i nie wiadomo jeszcze czego udało się wywalczyć święty i nieusuwalny status quo w sprawach światopoglądowych, oczywiście dobry dla wszystkich. Oczywiście wszyscy jesteśmy z niego zadowoleni i nie brak nam niczego. Obecna władza słynnego "liberała" Donalda Tuska każe nam pamiętać, że w tych kwestiach nic się nie zmieni bo przecież jest to najlepsze możliwe rozwiązanie. Bezpieczne i gwarantujące szanse na kolejny wysoki wynik wyborczy partii rządzącej. Do sacrum tego "kompromisu" należą wszelkie kwestie społeczne. Od religi w szkołach po stosunek państwa do mniejszości seksualnych. O każdej z tych spraw z osobna będzie okazja napisać. Dzisiaj, che zwrócić uwagę na obowiązujący wzór publicznej debaty w Polsce wg. którego obywatele nie powinni dyskutować, nie powinni się spierać - mają zgodzić się na porządek ustalony raz i na zawsze. Bo obywatele nie mają własnego rozumu. Obywatel nie może mieć wyboru i alternatyw, najlepiej aby nic nie robił, pozostał bierny i wierny a cała aktywnosć przejawiała się w głosowaniu raz na 4 lata na jedyną słuszną partię. Niezależnie, która partia w danym momencie jest słuszna, każda boi się podnieść problem. Chciałbym jednak abyśmy mnogli wreszcie jako społeczeństwo zdrowo się pokłócić i pospierać. Nie dlatego, że zabrakło mi napięć i podziałów społecznych. Widocznie jednak w społeczneństwie brakuje umiejetności dyskutowania i budowania rzeczywistego kompromisu opartego na poszanowaniu wolności każdej z jednostek. Wokół takiego kompromisu moglibyśmy się pogodzić jako społeczeństwo. Dziś, jeśli zabraniamy ludziom wyboru nawet w najdrobniejszych sprawach, to zwyczajnie narzucamy im swoje zdanie. Może jednak nie potrzebujemy fałszywej moralności, która stała się literą prawa. Dajmy sobie wolność wyboru, niech każdy z nas podejmuje decyzje i tylko za nie biere odpowiedzialność. Robert
sobota, 16 lutego 2008
No właśnie, czy jest sens w prowadzeniu takiego bloga, w sileniu się w przekazywaniu naszych poglądów w "eter"? W końcu mamy XXI wiek, jesteśmy w UE, respektujemy prawa człowieka- jednym słowem: sielanka. Żyjemy w kraju- enklawie tolerancji. Nie ma u nas ani anstysemityzmu(w końcu ten nie-Polak J.T.Gross sam sobie winien- jak wogóle można pisać...). Ksenofobia- termin u nas prawie zapomniany( tylko ci Niemcy się o nasz majątek ciągle upominają, a Ruscy- wiadomo). Do gejów też nic nie mamy( jeśli tylko siedzą w domach, nie propagują sodomii na paradach i nie uczą w szkołach). No i na szczęście dysponujemy (a może jesteśmy w dyspozycji) zinstytucjonowanym sumieniem! Instytucja ta ma już bez mała dwa tysiąclecia, ale nadal pełna sił witalnych pokazuje nam(dzięki bogu) właściwą drogę. Gdyby nie ona... strach nawet pomyśleć! I jaki z tego wniosek? W sumie to nie wiem, ale coś mi się wydaje, że pare wpisów jeszcze tu zobaczymy. Kamil
|
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||